Logo Krupa Gallery
Aktualości
(English) 25.01.—01.03., 16.01.—16.02.
Iza Opiełka w Poco Galerii i Wieży Wrocław

Wernisaż wystawy w Wieży Wrocław: 21.01.2026, 15:00
Elbląska 64, Kuźniki,Wrocław
25.01.—01.03.

Wernisaż wystawy w Poco Galerii: 16.01.2026, 19:00
Pomorska 55, Nadodrze, Wrocław
16.01.—16.02.

 

Obszary potencjalności

 

Przywoływany tytułem wystawy „Teren 0” nacechowany jest neutralnością i znaczeniową sterylnością. Kwestionując jakąkolwiek sugestię obecności, ale i – odwrotnie – braku, nasuwa on wyobrażenie przestrzeni semantycznie nienaruszonej, wyizolowanej od wszelkich narracji i w związku z tym wolnej od treściowych odniesień, związków, zależności, przesunięć i tarć. W obrębie sztuki to właśnie całe pole abstrakcji wraz z niewyczerpanym wizualnym potencjałem wykorzystywanych przez nią form może być czytane jako swego rodzaju teren 0. Wypowiedź oparta na znaku, który w swojej oderwanej od przedstawieniowości naturze neguje jednoznacznie komunikacyjno-informacyjną funkcję, pozbawiona jest interpretacyjnego ciężaru leżącego u podstaw figuratywizmu. I choć oczywiście również abstrakcyjne dzieło nie mogłoby zaistnieć bez emocjonalnego i intelektualnego wkładu jej autora, to wkład ten nie opuszcza pewnej umownej strefy i nie dominuje nad całym procesem recepcji.

Taki stan rzeczy – „stan 0”, w którym znak, pozostając neutralnym, nieobciążonym znaczeniami i niezaangażowanym w żadną konkretną treść, staje się jednocześnie pretekstem i bodźcem do mnożenia kolejnych form zgodnie z zasadami malarskiej spójności i zharmonizowania lub, wręcz przeciwnie, wbrew im – naturalnie wpisany jest w twórczość Jacka Dziubińskiego, Anny Kołodziejczyk, Urszuli Madery, Kamila Moskowczenko, Izy Opiełki, Urszuli Śliz i Jerzego Zajączkowskiego. Sugerująca moment początku, ale i otwarcie na nieskończoność tytułowa liczba 0 tym bardziej podkreśla motyw namnażania obecny w sztuce prezentowanych artystek i artystów. Z kolei akcentowany „teren” ten akt intensyfikacji i narastania rozciąga w przestrzeni, wskazując przy tym na obecne w ich praktyce zainteresowanie zagadnieniem przekraczania dwuwymiaru. Okazuje się więc, że takie rozumienie tytułu – uwzględniające kwestie progresji i przestrzenności – może służyć jako uniwersalna ścieżka odczytywania wszystkich obecnych na wystawie twórczych postaw, przy czym każda z nich w swojej autonomii, zupełnie inaczej rozkłada akcenty zorganizowane wokół tych problemów.

Jerzy Zajączkowski wątek narastania i przestrzenności bezpośrednio wpisuje w kontekst ruchu. Jego obrazy, konstruowane na bazie systematycznej multiplikacji prostego, barwnego znaku w regularne struktury oparte o motyw fali, zdają się kołysać i drgać, testując tym samym granice optycznej iluzji. Jednak nie tylko to wrażenie nieustającego, jednostajnego pulsowania pozwala artyście śmiało wkraczać w przestrzeń. Zajączkowski w tym celu odważnie działa również formą – aluminiowe podłoża, na których umieszcza swoje wyraziste punkty, wycina on w nieregularne kształty o płynnych granicach oraz wygina w trójwymiarowe, quasi-rzeźbiarskie obiekty.

Podobny – choć dopuszczający zdecydowanie większą dozę kompozycyjnej destabilizacji – rodzaj dynamiki cechuje utrzymane w monochromatycznej gamie szarości prace Izy Opiełki. Linearne sekwencje rozplanowane na płótnie na podobieństwo rozlanego na ekranie glitchu czy diagonalnie przecinające obraz łańcuchy z regularnych, eliptycznych ogniw już w samych swoich formach wkodowane mają szerokie spektrum ruchu: falowanie, zderzanie się, wicie, wirowanie. I oczywiście – namnażanie, które objawia się również w stosowanej przez artystkę autorskiej technice budowania obrazu za pomocą powtarzania warstw z wykorzystaniem ręcznie wycinanych szablonów. Fakturowość, która rodzi się w wyniku tego procesu również

metaforycznie dotyka wątku przestrzeni, który w przypadku twórczości Opiełki wykracza daleko poza materialny zasięg, eksplorując także jej cyfrowy wymiar.

Temat nawarstwiania rozumiany jako poszerzanie pola wizualnego często pojawia się także w twórczości Urszuli Madery za sprawą opracowanej przez nią metody malowania (i szycia) pod i nad powierzchnią płótna. Osiągany w ten sposób efekt wyłaniania się i piętrzenia kształtów nie jest jednak bynajmniej jej jedynym sposobem na wprowadzanie dynamiki w obręb dzieła. Twórczynię interesuje w tym kontekście przede wszystkim działanie sprzecznościami – do uzyskania wrażenia ruchu dąży poprzez wykorzystanie maksymalnie uproszczonych, statycznych środków formalnych. W konsekwencji zgeometryzowane pola koloru nasuwają się na siebie jak płyty tektoniczne, a rozrzucone diagonalnie po płaszczyźnie obrazu proste wprowadzają dyskomfort kierunkowych napięć. W sztuce Madery redukcja form wziętych wprost z widzialnej rzeczywistości oraz osadzenie ich w sytuacjach sugerujących ciągłe przeobrażenia, stanowi więc poniekąd odzwierciedlenie psychologii ludzkiego widzenia.

Również Urszula Śliz w swoich próbach przekroczania dwuwymiarowości płaszczyzny sięga do bardzo różnorodnych metod dotyczących kwestii kompozycyjnych, warsztatowych oraz ekspozycyjnych. Dlatego na jej płótnach formy zsyntetyzowane do sferycznych, czarnych elementów łączą się w wirującą jedność, a cierpliwie multiplikowane drgające linie układają się na papierze w pełne głębi struktury. Najdobitniej jednak jej dążenia odzwierciedlają się w pracach kolażowych, w których artystka pozwala swobodnie przenikać się rozmaitym fragmentom wizualnego języka, począwszy od fotograficznych notatek, poprzez rysunki, na jednolitych płaszczyznach koloru skończywszy. W ten sposób też Śliz zręcznie łączy ze sobą dwa nierozerwalnie istniejące zagadnienia – przestrzeni oraz czasu.

Prezentowani w ramach wystawy artyści eksplorują przestrzenne konteksty również poprzez bezpośrednie odwoływanie się do najbardziej monumentalnie i ekspansywnie osadzonych w trójwymiarze wizualnych form – do architektury. Na przykład w inspirowanym modernistycznymi budowlami malarstwie Jacka Dziubińskiego nieregularne, zgeometryzowane kształty – choć płasko naniesione wyrazistym kolorem na jasne tło – stają się polem kreacji domniemanego trójwymiaru. O tym, jak silnie prace artysty testują wyobraźnię przestrzenną widza świadczą zresztą obrazy i rzeźby pochodzące z serii o wymownym tytule „Ćwiczenia w/z przestrzeni”. Modelując przy pomocy linii prostych nieoczywiste bryły i układy nawiązujące do tak zwanych figur niemożliwych, Dziubiński balansuje na granicy rzeczywistej formy i złudzenia optycznego, zaś wszystkie ze swoich percepcyjnych eksperymentów przeprowadza z użyciem wciąż multiplikowanych, rygorystycznie uproszczonych elementów.

Z kolei Anna Kołodziejczyk, szeroko eksplorując w swojej twórczości motyw ruin, zdaje się poszukiwać czegoś pomiędzy przestrzennością a sugestią przestrzenności, a więc i – czegoś pomiędzy architekturą a malarstwem. Dlatego też na jej płótnach płaskie połaci czystego koloru o nieregularnych, poszarpanych brzegach zakomponowane są względem siebie z zachowaniem iluzji głębi. Architektoniczne szczątki obrazowane przez Kołodziejczyk ze względu na swój niepewny status wydają się przy tym stanowić idealny przykład umownej formy zerowej. Przynależące do tytułowego terenu 0 nie są ani brakiem ani obecnością – mnożąc się jak ornament mogą funkcjonować na płótnach artystki wyłącznie w kontekście estetyzacji.

O ile Anna Kołodziejczyk, dążąc do narracyjnej neutralizacji wizualnego znaku główną osią swojej sztuki czyni ślady kulturowej działalności człowieka, Kamil Moskowczenko w tym samym celu przygląda się procesom zachodzącym w naturze. Obszerne połaci koloru, umieszczane na jego płótnach powtarzalnymi, szybkimi i szerokimi gestami, zawsze silnie osadzone są w ruchu,

ujawniając kierunek pociągnięć pędzla. Warstwowo na siebie nachodząc, tworzą one utrzymane w diagonalnych napięciach struktury wytwarzające iluzję głębi – są niczym ciasne wejścia do grot, które roztaczają przed widzem wizję zyskania dostępu do jakiejś nieokreślonej tajemnicy. Choć właściwie nie do końca wiadomo, w której skali operuje Moskowczenko – mikro czy makro. Jego obrazy równie dobrze, jak niewielkim wycinkiem skalistego pejzażu mogą być bowiem kompozycją z samodzielnie zestawionych minerałów.

Dla wymienionych artystów tytułowy teren 0 rozumiany w kontekście malarstwa abstrakcyjnego staje się więc symbolicznym obszarem kreacyjnego potencjału – potencjału, który, aktywowany i wprawiony w ruch neutralnym znakiem, okazuje się być nieskończony. Różnorodność i oryginalność przedstawionych postaw twórczych, które, krzyżując się w ramach wspólnej ekspozycji stają się kolejnym polem wizualnej otwartości, jest na to najlepszym dowodem.

 

Katarzyna Zahorska

Zapisz się do naszego newslettera!
Otrzymuj informacje o wystawach i wydarzeniach